Ojars Silins: Polska zawsze będzie w moim sercu

- Superpuchar, tytuł w ENBL i brązowy medal ze Stalą oraz dwa złote medale z Legią - nie mam zbyt wielu powodów do narzekań. Indywidualnie przez te lata miałem okazję pokazać się z różnych stron i całkiem dobrze zaadaptować się do każdej z ról - mówi Ojars Silins, były zawodnik Legii Warszawa.
Karol Wasiek: Jak zapamiętasz czteroletni pobyt na parkietach PLK?
Ojars Silins: Kiedy zadajesz mi to pytanie, moją pierwszą reakcją jest mnóstwo pozytywnych wspomnień i emocji. Są jednak dwie rzeczy, które wciąż trochę bolą. Pierwsza to mój drugi sezon w Ostrowie Wielkopolskim - uważam, że gdybyśmy mieli wtedy pełny, zdrowy skład, dysponowaliśmy wszystkim, by bić się o mistrzostwo. Druga to mój ostatni sezon w Legii i te wszystkie drobne urazy, przez które ciągle wypadałem z rotacji.
Jeśli spojrzę na ten czteroletni rozdział w sposób całościowy - zdobyty Superpuchar, tytuł w ENBL i brązowy medal ze Stalą oraz dwa złote medale z Legią - to nie mam zbyt wielu powodów do narzekań. Zwłaszcza widząc, jak szalenie konkurencyjną i wyrównaną ligą jest PLK.
Indywidualnie przez te lata miałem okazję pokazać się z różnych stron i całkiem dobrze zaadaptować się do każdej z ról. Jestem bardzo wdzięczny obu klubom i wielu ludziom, których spotkałem i z którymi współpracowałem w tym okresie. W szczególności trenerowi Urbanowi, trenerowi Rannuli i Aaronowi Celowi. Ale tak po prawdzie, tych osób jest znacznie więcej. To był ważny rozdział w mojej karierze, zarówno na parkiecie, jak i poza nim.
Który obrazek z tego etapu kariery najbardziej utkwił ci w pamięci?
- Chciałbym tutaj zdecydowanie wyróżnić kibiców obu drużyn, w których występowałem. Stal ma niesamowicie pełną pasji grupę fanów i każdy występ w ich domowej hali był czystą przyjemnością. Jeśli z kolei chodzi o kibiców Legii - to naprawdę imponujące, jak bardzo to wszystko ewoluowało. Z meczu na mecz atmosfera na naszych domowych spotkaniach robiła się coraz lepsza, głośniejsza i bardziej szalona. Oczywiście, zwycięstwa bardzo w tym pomagają, ale dało się wyraźnie odczuć, że społeczność koszykarska wokół klubu urosła, a nowa hala jest tam po prostu niezbędna. Jestem przekonany, że pomoże ona temu klubowi w dalszym, potężnym rozwoju.
Jak oceniasz swoją postawę w minionym sezonie?
- Mistrzostwo zdobyte na koniec zawsze sprawia, że wszystko wygląda lepiej i sezon można uznać za udany. Oczywiście, w tych rozgrywkach nie pokazałem swojej najlepszej koszykówki, a bardzo chciałem dać z siebie znacznie więcej. Miałem dobre, 3-4-tygodniowe okresy, a potem... znowu przytrafiała się kontuzja. Trzy razy w trakcie sezonu czułem, że w końcu wracam do optymalnej formy i nagle pojawiał się kolejny drobny uraz. Było to więc niezwykle wymagające mentalnie, ale na koniec wynagrodziło mi to drugie złoto z rzędu.
Poza tym, patrząc na to, jak fenomenalnie grał Carl Ponsar, musiałem po prostu zrobić krok w tył. Uważam, że był bardzo blisko zdobycia statuetki MVP finałów. To świetny facet i dokładnie taki gracz, jakiego ta drużyna potrzebowała - na boisku i w szatni.
Wiemy, że podpisałeś umowę z VEF Ryga. Czy rozmawiałeś z polskimi klubami o potencjalnej współpracy na kolejny sezon?
- Były pewne wstępne rozmowy, ale żadne konkrety nie leżały na stole. Zapewne, gdybym trochę poczekał, jakaś opcja by się pojawiła, ale jestem bardzo zadowolony z tego, jak to wszystko ostatecznie się ułożyło, i jestem w pełni gotowy, by rozpocząć nowy rozdział w moim życiu. Kolejne starcie z polskimi klubami to - miejmy nadzieję - mecz przeciwko Dzikom Warszawa w kwalifikacjach do BCL. Musimy ich pokonać!

































