Co za rzut równo z syreną! Kamil Łączyński opisuje: Wyrzuciłem piłkę

- Takich rzutów nawet się nie ćwiczy. Zadziałał instynkt. Po podaniu Kuby Garbacza widziałem, że zostały ułamki sekund do zakończenia meczu. Wyrzuciłem piłkę w stronę kosza. To był zerwany rzut. Miałem przygotowaną cieszynkę, ale nie byłem przekonany, czy rzut był oddany w czasie, dlatego nie chciałem celebrować, a później tego żałować - mówi Kamil Łączyński, zawodnik AMW Arki Gdynia.
Karol Wasiek: Jakie emocje towarzyszą ci po oddaniu rzutu na zwycięstwo w 47. Derbach Trójmiasta?
Kamil Łączyński, zawodnik AMW Arki Gdynia i reprezentacji Polski: Niesamowite emocje. Cieszę się, bo ostatnie tygodnie były trudne ze względu na kontuzje i zmiany w składzie. Nie było nawet możliwości trenowania 5x5. Wyjechaliśmy też na zgrupowanie kadry, co też drużynie nie ułatwiło zadania. Sezon jest długi z dobrymi i złymi momentami. Mogę powiedzieć, że to taka nagroda za te niełatwe momenty.
Okoliczności na pewno bardzo ciekawe. Myślę, że wszystkim zapadną w pamięć. Wygraliśmy w tym sezonie dwukrotnie Derby Trójmiasta po rzutach w ostatnich sekundach.
Jak z twojej perspektywy wyglądała ostatnia akcja? Wyrzuciłeś piłkę w stronę kosza?
- Takich rzutów nawet się nie ćwiczy. Zadziałały instynkty. Po podaniu Kuby Garbacza widziałem, że zostały ułamki sekund do zakończenia meczu. Wyrzuciłem piłkę w stronę kosza. To był zerwany rzut. Szczęście trzeba mieć, choć mówi się, że ono sprzyja lepszym.
Spokojnie zareagowałeś na tak trafiony rzut. Miałeś w głowie przygotowaną cieszynkę?
- Miałem przygotowaną cieszynkę, ale nie byłem przekonany, czy rzut był oddany w czasie, dlatego nie chciałem celebrować, a później tego żałować. Wiedziałem, że rzut był niemal równo z syreną. Komisarz powiedział mi później, że na zegarze było 0.1 sekundy, gdy wyrzuciłem piłkę w stronę kosza.
Mam wrażenie, że bardzo wam brakowało takiego zwycięstwa pod kątem mentalnym.
- Tak, to prawda. Kotłowały się różne myśli w głowie. Na pewno nie było łatwo, bo za dużo było takich sytuacji, w których byliśmy blisko, a niczego finalnie nie ugraliśmy. Wiele przeszliśmy przez ostatnie sześć tygodni i bardzo nam brakowało takiego zwycięstwa do odbudowania pewności siebie.
Dobrze, że ono przyszło i to jeszcze w takim meczu na oczach wielu kibiców. To na pewno jest coś, co wszyscy tu w Gdyni zapamiętają.
Jak oceniasz pojedynek z Paulem Scruggsem? Iskrzyło pomiędzy wami w trakcie meczu!
- Cały czas wojowaliśmy z Paulem Scruggsem, nawzajem siebie dociskaliśmy jak tylko mogliśmy. Myślę, że to była waga ciężka. Z obu stron było dużo fizycznej koszykówki.
23 punkty w Derbach Trójmiasta zdobył Milan Barbitch, nowy gracz AMW Arki Gdynia. Jakie są twoje spostrzeżenia na temat jego gry?
- Bardzo dobre. Wszyscy wiemy, że on potrafi grać w koszykówkę. To jest ogromny prospekt i dobrze, że on do nas trafił. Na pewno widać, że fizycznie nie jest jeszcze gotowy na 100 procent. Ta przerwa związana z kontuzją i odsunięciem od składu w Grecji zostawiła swój ślad. Natomiast to też nie jest tak, że on przestał umieć grać w koszykówkę. To młody, perspektywiczny gość, który ma napędzać naszą grę. Mamy nadzieję, że będzie naszym liderem.









































