David Brembly: Syn zmienił wszystko

- Myślałem, że moją jedyną miłością zawsze będzie koszykówka, ale gdy zobaczyłem małego Marcusa, to wszystko się zmieniło. Jestem takim tatą, który chce być wszędzie. Wstaję w nocy, zmieniam pieluchy, śpiewam, przytulam - mówi David Brembly, koszykarz Enea Łaciate Astorii Bydgoszcz.

Karol Wasiek: Jak bycie ojcem wpływa na granie w koszykówkę?
David Brembly, zawodnik Enea Łaciate Astorii Bydgoszcz: Masz 100 razy więcej motywacji. Naprawdę. Jest to dla mnie nadal surrealistyczny moment w moim życiu. Myślałem, że moją jedyną miłością zawsze będzie koszykówka, ale gdy zobaczyłem małego Marcusa, to wszystko się zmieniło. To obrazek, który trudno opisać słowami. To jest następny wielki powód do tego, by żyć jak najdłużej.
Jak łączysz tacierzyństwo z graniem na poziomie PGE Basket Ligi?
- Ja jestem takim tatą, który chce być wszędzie. Wstaję w nocy, zmieniam pieluchy, śpiewam, przytulam. Chcę jednak powiedzieć, że bohaterem tego wszystkiego jest Klaudia, bo ona jest cały przy małym. Mogę ze spokojną głową zająć się koszykówką - chodzić na treningi i jeździć na wyjazdy. Bez pomocy Klaudii byłoby to niemożliwe. Staram się pomagać, gdzie mogę, by mieć mocną więź ze swoim synem.
Marcus pisany przez “c”, prawda?
- Tak, tak. Chcieliśmy, żeby dziadek też mógł swobodnie wypowiedzieć imię wnuka. Właśnie tata się śmiał, że jak mu damy polskie imię, to nie będzie w stanie go powiedzieć. “Marcus William Brembly” - myślę, że dobrze to brzmi. Klaudia była za Williamem, ja byłem za Marcusem i tak zostało.
Uśmiech na twojej twarzy pojawił się także po drugiej wygranej Enea Łaciate Astorii na poziomie PGE Basket Ligi. Pokonaliście Energę Trefla Sopot po dogrywce. Łatwo nie było.
- Zgadza się. Bardzo cieszymy się z tego zwycięstwa. Trefl - mimo osłabień - wysoko zawiesił poprzeczkę. Naprawdę chwała dla chłopaków z Trefla, którzy na co dzień nie grają takich minut i pokazali się z dobrej strony. Nie był to łatwy mecz dla nas. Nasza gra bardzo falowała. Zrobiliśmy dużo błędów, ale muszę powiedzieć, że jestem dumny z nas, bo podnieśliśmy się po dwóch słabych występach. Pokazaliśmy, jak Astoria chce grać. Walczyliśmy do końca. Znaleźliśmy w tych kluczowych momentach spokój, by dobrze wyegzekwować zagrywkę zaplanowaną przez trenera. To był kluczowy aspekt.
Wygrana cieszy, ale jest jeszcze sporo do poprawy, zgodzisz się?
- Oczywiście. Są błędy koszykarskie i mentalne. Sam popełniłem prosty błąd, który skutkował utratą dwóch punktów. Musimy się tego wystrzegać.
Jaki jest trener Anders Sommer?
- Bardzo analityczny, spokojny, zawsze poukładany, wiedzący, co dokładnie chce osiągnąć. Myślę, że potrafi mentalnie wpływać na nas. Wierzy w nas. Dzięki niemu mamy pewność siebie. To są takie filary, które bym wskazał do opisania go.
Masz 55-procentową skuteczność w rzutach za 3 punkty w tym sezonie (10/18). Widać dużą pewność przy podejmowaniu decyzji rzutowych.
- Jak tracisz trochę atletyzmu i szybkości, musisz znaleźć inne sposoby, gdzie możesz być skuteczny i pomocny drużynie. Dużo pracowałem w wakacje nad rzutem z Konradem Kaźmierczykiem na Get Better. Pracowaliśmy też nad siłą. Mam trochę więcej siły, co sprawia, że łatwiej oddaję rzuty. Teraz biorę dużo więcej rzutów. Kiedyś starałem się częściej mijać rywali. Trzeba się dopasowywać do różnych sytuacji.
Jak czujesz się w nowym klubie?
- Bardzo dobrze. Cieszę się, że mogę grać. Kibiców mamy super. Jeżdżą za nami po całej Polsce. W dużej grupie stawili się na meczu w Sopocie. Doping był słyszalny przez całe spotkanie. Czuliśmy ich wsparcie. Duże słowa uznania.









































