Zane Waterman: Nie muszę niczego udowadniać. Dziki zrobią hałas

- Myślę, że wnoszę na boisko znacznie więcej koszykarskiego IQ i spokoju niż wtedy, gdy grałem w Astorii Bydgoszcz. Ale pasja jest ta sama. Uważam, że jestem bardziej dojrzałym człowiekiem i zawodnikiem. Cieszę się, że znów jestem w Polsce, ale nie mam tu nic do udowodnienia. Chcę cieszyć się grą i wygrywać - mówi Zane Waterman, zawodnik Dzików Warszawa.

Karol Wasiek: Porozmawiajmy o pechowej kontuzji palca. Kiedy i w jakich okolicznościach nabawiłeś się tego urazu?
Zane Waterman, koszykarz Dzików Warszawa: Stało się to w meczu przedsezonowym, na początku września. Myślałem, że to zwykłe zwichnięcie, więc próbowałem to nastawić na siłę. Grałem z tym przez kilka tygodni, aż pod koniec rywalizacji w eliminacjach Basketball Champions League okazało się, że kość była złamana i wciąż zwichnięta.
Pokazałeś charakter, grając z urazem w meczach BCL.
- Bardzo mi zależało na tym, by pomóc drużynie. To nie było łatwe, ale po pewnym czasie wyrzuciłem to z głowy i starałem się o tym nie myśleć. Jestem już po operacji, wszystko poszło zgodnie z planem. Powinienem wrócić do gry już niedługo. Jestem optymistą.
Jak czujesz się mentalnie? Trudno oglądać mecze tylko z perspektywy ławki rezerwowych?
- Ta sytuacja mnie frustruje, to jest do bani! Kontuzje są jednak wpisane w koszykówkę, ale nie ukrywam, że bardzo chciałbym być na parkiecie razem z chłopakami.
Widzę, że mocno żyjesz meczami. Kibicujesz, wspierasz.
- Cieszę się z tego, jak zespół wygląda, ale wolałbym biegać po boisku, to pewne. Zawodnicy ciężko pracują na treningach, więc fajnie jest zobaczyć, że praca przynosi efekty.
Czy po raz pierwszy w karierze masz trenera, który ma w sobie tyle energii i pasji?
- O tak, zdecydowanie. Jest niezwykle pozytywny, ma ogromną wiedzę i potrafi świetnie rozmawiać z zawodnikami. Gra się u niego z przyjemnością i myślę, że wszyscy w zespole tak to odczuwają.
Dlaczego latem zdecydowałeś się na przyjęcie oferty z Dzików Warszawa? Ostatni sezon spędziłeś w EuroCup, a teraz trafiłeś do zespołu, który łączy grę w PLK i w FIBA Europe Cup. Jaki był twój plan na off-season?
- Chciałem trafić do miejsca, w którym będę sobą i będę mógł grać. Zależało mi na tym, by odgrywać dużą rolę. Chcę czerpać radość z koszykówki, a nie być jedynie zadaniowcem, który jest ograniczony pod kątem minut i szans na parkiecie. Gdy rozmawiałem przez telefon z trenerem Marco, urzekło mnie wszystko, o czym mówił - wizja koszykówki, podejście do budowania charakteru zespołu i tego, jak chce prowadzić drużynę. Szczerze? Zakochałem się w tym pomyśle.
Ostatnio trener Marco Legovich powiedział mi, że miałeś na stole inne oferty.
- Tak, ale podjąłem decyzję dość wcześnie. Mogę zdradzić, że miałem oferty z Japonii czy Grecji.
Azja = wielkie pieniądze.
- Tak, to prawda, ale chciałem zostać w Europie. Zależało mi też na grze w zwycięskiej drużynie. Po rozmowie z trenerem Marco i patrząc na to, jak grali w poprzednim sezonie, wiedziałem, że to będzie poukładany, wygrywający zespół. Mówili, że składają mocny zespół. Wiedziałem, że podpisali już wtedy m. in. Michała Krasuskiego czy Grzegorza Kamińskiego. To mnie nakręciło. A trener sprawił, że byłem tym podekscytowany jeszcze bardziej.
To nie jest twoja pierwsza przygoda z Polską. W styczniu 2021 roku podpisałeś umowę z Astorią. Jak zmieniłeś się jako człowiek i koszykarz od czasów występów w Bydgoszczy?
- Jestem zupełnie innym człowiekiem. Jestem znacznie bardziej dojrzały - zarówno na parkiecie, jak i poza nim. Mam też o wiele większą wiedzę o grze. Doświadczyłem wielu sytuacji zarówno w koszykówce, jak i w życiu prywatnym: ożeniłem się, zostałem ojcem, grałem w EuroCupie, spędziłem trzy lata na Litwie. Tułałem się po różnych miejscach wcześniej. Myślę, że wnoszę na parkiet znacznie więcej koszykarskiego IQ i spokoju niż wtedy, gdy grałem w Bydgoszczy. Ale pasja jest ta sama.
Jesteś zadowolony z tego, jak potoczyła się twoja kariera od czasów pobytu w Astorii?
- Tak, wszystko jest w porządku. Jestem szczęśliwy. Wierzę, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu.
Polska liga po latach też wydaje się inna, prawda?
- O, zupełnie inna! Myślę, że to bardzo wyrównane rozgrywki. W polskiej lidze nie ma łatwych meczów. Każdy zespół jest bardzo dobry, pełen utalentowanych graczy z przeszłością w silnych ligach. To świetna, twarda i bardzo fizyczna liga. Powiedziałbym, że pod względem fizyczności przypomina Litwę, może jest odrobinę bardziej atletyczna.
A pod względem taktycznym?
- Powiedziałbym, że podobnie, choć na Litwie kładzie się chyba nieco większy nacisk na detale taktyczne - tam w każdej akcji musisz podjąć właściwą decyzję. Tutaj gra jest trochę bardziej swobodna, szybka. Mam z tego frajdę, taki styl mi odpowiada.
Pamiętam, że kiedy ogłoszono twój transfer do Polski, reakcja w środowisku była w stylu: “imponujący ruch Dzików”.
- Cieszę się, że jestem znów w Polsce, ale nie mam tu nic do udowodnienia. Uważam, że mamy świetny zespół i wielu chłopaków potrafiących grać na wysokim poziomie. To będzie ekscytujący sezon, a trener Marco poprowadzi nas tam, gdzie powinniśmy być. Zapowiada się dobry sezon.









































