Michał Krasuski: Dziki grają all-in

- Nasze motto to: all in. Zawsze do końca. Każdy z nas ma chęć walki i zaangażowania. To jest nasza tożsamość. W szatni mamy super grupę ludzi. Jeden drugiego napędza - mówi Michał Krasuski, zawodnik Dzików Warszawa.

Dziki Warszawa na inaugurację rozgrywek PGE Basket Ligi rozbiły Energę Trefla Sopot 102:63. Mecz jedynie na początku był wyrównany, później goście z Warszawy przejęli inicjatywę, której już nie oddali do samego końca. Brązowi medaliści z poprzedniego sezonu budowali przewagę, która w pewnym momencie osiągnęła nawet różnicę 40 punktów.
Sopocianie do tego meczu przystąpili bez kontuzjowanego Michała Michalaka, co miało duże znaczenie dla końcowego rezultatu. Polak to jeden z liderów sopockiej drużyny.
- Może wynik o tym nie świadczy, ale na początku wcale nie było tak łatwo. Drużyna z Sopotu, która ma swoje problemy, rzuciła nam wyzwanie. Michał Michalak nie grał, co na pewno osłabiło moc ofensywną rywali. Mieliśmy Michała na scoutingu. Byliśmy gotowi na każdy wariant - mówi Michał Krasuski, autor 10 punktów.
Polak latem zamienił PGE Start Lublin na Dziki Warszawa. Podpisał z klubem ze stolicy umowę na kolejne 3 lata. W klubie liczą na jego mocną grę w obronie, waleczność i zaangażowanie. Krasuski podkreśla, że bardzo dobrze czuje się w systemie Marco Legovicha, który stawia na dużą intensywność.
- Nasze motto to: all in. Zawsze do końca. Każdy z nas ma chęć walki i zaangażowania. To jest nasza tożsamość. W szatni mamy super grupę ludzi. Jeden drugiego napędza. Trenujemy ciężko, ale jest bardzo pozytywna energia. Przychodzi się do hali z dużą frajdą i z uśmiechem na twarzy, gdy wie się, że każdy chce stawać się lepszy - podkreśla Michał Krasuski.
Dla koszykarza to ósmy sezon na parkietach PGE Basket Ligi.









































