Jaquan Lawrence: Polska liga to wyzwanie. Nie boję się twardej gry

- Uważam, że jestem dobrym obrońcą. Jestem z tego dumny. Gra w defensywie to część mojej koszykarskiej tożsamości. Jestem klasyczną „piątką”, ale mam umiejętności do grania w roli “czwórki”. Grałem w ten sposób w NCAA. Teraz chcę do tego wrócić. Muszę zmienić swoje podejście mentalne. Lubię wyzwania - mówi Jaquan Lawrence, zawodnik AMW Arki Gdynia.
Karol Wasiek: Słyszałem, że przed podpisaniem kontraktu z AMW Arką Gdynia rozmawiałeś z Leytonem Hammondsem. Czy to prawda? Znacie się?
Jaquan Lawrence, zawodnik AMW Arki Gdynia: O tak! Z Leytonem poznałem się przez kolegę, z którym gram i kręcę materiały wideo. Złapaliśmy kontakt i stworzyliśmy chrześcijańską grupę dyskusyjną dla amerykańskich i europejskich zawodników grających w Europie. Spotykamy się co czwartek, żeby po prostu podyskutować, podzielić się doświadczeniami z boiska i z codziennego życia. Znamy się od roku i łączymy niemal co tydzień. Leyton to znakomity człowiek.
Wracając do pytania. Kiedy podpisywałem kontrakt latem, pytał mnie, gdzie się wybieram. Gdy usłyszał o Gdyni, powiedział: „Grałem w Arce! Świetne środowisko, piękne miasto, zakochasz się w nim. A jedzenie mają genialne!”. Dał mi krótki podgląd tego, czego mogę się spodziewać. Przekazał same pozytywne opinie i to miało spore znaczenie przy mojej decyzji.
Jaki był twój plan na ten off-season? Dwa ostatnie sezony - jako zawodnik VEF Ryga i Nymburka - spędziłeś na parkietach Basketball Champions League (łącznie 22 występy). Trafiłeś do AMW Arki, zespołu z czołówki PLK, który nie zagra w europejskich pucharach. Dlaczego wybór padł na Gdynię?
- Wiedziałem, że polska liga jest bardzo wymagająca pod kątem fizycznym i taktycznym. W mojej karierze chcę stawiać kolejne kroki, stawać się z każdym rokiem lepszy i silniejszy. Przejście tutaj to dobra decyzja, by zderzyć się z tą fizycznością - to zdecydowanie krok w górę w porównaniu do ligi łotewskiej czy czeskiej. Brak europejskich pucharów i gra raz w tygodniu będą dla mnie pewną zmianą, ale traktuję to jako kolejny etap rozwoju. Jestem gotowy na każde wyzwanie. Taki mam charakter.
Słyszałem, że twój dobry znajomy gra obecnie w PLK.
- Tak. Ike Smith to mój przyjaciel. Znam też Wjaczesława Bobrowa, z którym rywalizowałem na Łotwie. Z Kassimem Nicholsonem grałem w HBCU All-Star Game. Ogólnie słyszałem sporo dobrego o PLK.
Jaka jest właściwie twoja docelowa pozycja? W AMW Arce masz grać obok Mate Vucicia. Jesteś “czwórką” czy “piątką”?
- Jestem klasyczną „piątką”, ale mam umiejętności do grania w roli skrzydłowego. W Europie jeszcze nie grałem jako „czwórka” - robiłem to w czasach college'u. Przestawienie się na pozycję numer cztery i wyjście na obwód wymaga ode mnie zmiany nastawienia mentalnego. Chodzi o uświadomienie sobie w głowie, że mam możliwości do grania na tej pozycji. To jest zmiana, do której będę musiał się przyzwyczaić. Muszę pamiętać, że na boisku jest jeszcze jeden typowy środkowy i że to ja powinienem rozciągać grę na obwodzie, a nie tylko ścinać do kosza i blokować tym samym przestrzeń na parkiecie.
Jak się czujesz ze swoim rzutem z dystansu?
- Czuję się z nim dobrze i komfortowo, ale w warunkach meczowych nadal mam nawyki grania jak typowa “piątka”. Muszę przyzwyczaić się do rozciągania gry i oddawania rzutów za 3 punkty w momentach, gdy będzie to z korzyścią dla zespołu. Przez całą dotychczasową karierę grałem w pomalowanym, więc to dla mnie spora zmiana.
Przeglądając twoje CV, zauważyłem, że masz na koncie nagrodę dla najlepszego obrońcy. Defensywa to dla ciebie kluczowy element gry?
- Zdecydowanie. Gra w obronie to część mojej koszykarskiej tożsamości. Jestem z tego dumny. Uważam, że jestem dobrym obrońcą. Chcę stwarzać zagrożenie dla rywali w defensywie - niezależnie od tego, w jakiej sytuacji jestem na boisku. Mogę bronić pod koszem czy na obwodzie. Naprawdę przykładam do tego ogromną wagę.
Zapytam prowokacyjnie: byłbyś zadowolony po meczu, w którym zdobywasz tylko 2 punkty, ale wygrywacie, a ty dajesz drużynie 5-6 kluczowych zatrzymań w obronie?
- (śmiech) Tak, byłbym zadowolony.
Serio? Z dwóch punktów?
- To podchwytliwe pytanie! Zobacz: jeśli zrobiłem kluczowe zatrzymania w obronie, zebrałem ważne piłki i dałem kolegom okazję do zdobycia punktów, to - jako zespół - zrealizowaliśmy cel. Jesteśmy drużyną. Zwycięstwo, nawet jednym punktem, oznacza sukces. W następnym meczu może zdobędę więcej punktów, ale w tym konkretnym dałem zespołowi pozytywny impuls w defensywie.
Polska liga słynie z tego, że pod koszem nikt nie odpuszcza. Jest dużo siły fizycznej, łokci, przepychanek. Lubisz taki styl gry?
- Muszę się do tego dostosować. Spójrz chociażby na Bobrowa - to bardzo silny gość. Gra przeciwko takim graczom tylko mi pomoże. Szybko adaptuję się do nowych warunków, ligi czy stylu gry. W Lidze Mistrzów też mierzyłem się z wielkimi, silnymi rywalami i dawałem radę. Na parkiecie jesteśmy tylko ja i on - nie ma w tym nic, co przekraczałoby moje możliwości.
Wiem, że twoim trenerem na uczelni był Bonzi Wells, były zawodnik NBA. Jak wspominasz współpracę z nim?
- Mój ostatni rok w college'u spędziłem pod jego wodzą. To dobry trener i świetny człowiek. Treningi z nim były bardzo ciężkie. To wymagający facet. Robił treningi o 6 rano. Mówił, że nie są obowiązkowe, ale w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Był wściekły na tych, którzy się nie pojawiali. Miał swoje ulubione powiedzenie: „Ufam tylko pracy”. Rozliczał nas z tego, ile pracy włożyliśmy na treningach. Kiedy zagraliśmy naprawdę dobry mecz, mówił nam, że to zasługa ciężkiej pracy każdego dnia.
Jesteś bardzo pozytywnym i uśmiechniętym człowiekiem. Zarażasz ludzi dobrą energią!
- Chcę sprawić, by inni mieli lepszy dzień. Lubię widzieć uśmiech na twarzach innych. Nawet jeśli sam mam gorszy dzień, chcę, żeby inni czuli się dobrze. Jeśli ktoś spojrzy na mnie, na moje podejście do życia i poczuje inspirację - to jest moja pasja. Dawać ludziom pozytywną energię każdego dnia.
Nie da się uśmiechać przez 24 godziny na dobę.
- Oczywiście. Wieczorem ładuję baterie. Potrzebuję wtedy ciszy i medytacji w samotności. Kiedy rano wychodzę z domu, wiem, że moja bateria jest naładowana na 100% i mogę oddać tę energię każdemu, kogo spotkam na swojej drodze.









































