Beau Beech: Polska pomogła mi się rozwinąć

- Gdy agenci przekazali mi informację o zainteresowaniu Zastalu, trener Miłoszewski zadzwonił zaledwie kilka godzin później. Wszystko potoczyło się błyskawicznie. Cieszę się, że znów jestem w Polsce. Dużo zawdzięczam tej lidze - mówi Beau Beech, nowy zawodnik Zastalu Zielona Góra.
Karol Wasiek: Dlaczego czekałeś tak długo z podjęciem ostatecznej decyzji w letnim off-season? Jaki był twój pierwotny plan na ten okres? Czy brałeś pod uwagę powrót na Tajwan?
Beau Beech, nowy zawodnik Zastalu Zielona Góra: Każdy off-season wygląda u mnie tak samo. Najpierw chcę ocenić potrzeby mojej rodziny, a dopiero potem później podejmuję decyzję dotyczące koszykówki. W tym off-season pojawiły się konkretne sprawy rodzinne, którymi musieliśmy się zająć, zanim mogłem podjąć decyzję koszykarską. Wyczucie czasu było więc kluczowe.
Jeśli chodzi o Tajwan, to było świetne doświadczenie - poznaliśmy mnóstwo wspaniałych ludzi i zawarliśmy przyjaźnie na całe życie, chociażby z Viktorem Gaddeforsem czy Ariciem Holmanem. Ale będę i chcę być w Zielonej Górze przez cały sezon.
Jak wyglądały rozmowy z Zastalem? Czy możesz ujawnić kulisy tego transferu?
- Sprawy potoczyły się błyskawicznie. Moi agenci odegrali świetną rolę, informując mnie o zainteresowaniu ze strony klubu, a trener Miłoszewski zadzwonił do mnie zaledwie kilka godzin po tej wiadomości. Myślę, że od momentu mojej pierwszej rozmowy z trenerem Miłoszewskim podpisanie kontraktu i wylot zajęły łącznie 5 dni. A trwało to 5 dni zapewne tylko dlatego, że Zastal zagrał dwa mecze sparingowe dzień po dniu - w przeciwnym razie udałoby się to zamknąć pewnie jeszcze szybciej. Więc jak na moje oko - dość szybko, ale razem z rodziną spodziewaliśmy się tego i byliśmy gotowi. Powtórzę: wyczucie czasu jest najważniejsze.
Czy zauważyłeś wiele pozytywnych komentarzy po ogłoszeniu tego transferu? Mam na myśli mnóstwo wpisów od kibiców ze Słupska!
- Zauważyłem sporo wpisów na X, czy jak tam to teraz nazywają (śmiech). Bardzo miło było to zobaczyć i wiedzieć, że kibice Czarnych Słupsk wciąż tak ciepło wspominają tamtą drużynę sprzed lat. To było pierwsze miejsce, w którym mieszkaliśmy z żoną jako małżeństwo, więc Słupsk jest dla nas wyjątkowym miejscem - zarówno na boisku, jak i poza nim.
Jak opisałbyś swoją karierę po odejściu ze Słupska? Jesteś zadowolony z tego, jak się potoczyła?
- Tak, jestem zadowolony ze swojej kariery po grze w Słupsku. Nie można żyć żalem, a ja niczego nie żałuję. Razem z trenerem Mantasem mieliśmy udany sezon w Słupsku i odbyliśmy dobre rozmowy o tym, w jakim kierunku może pójść moja kariera po tamtych rozgrywkach. Bardzo wiele mu zawdzięczam w kontekście tego, jak potoczyły się moje losy po Słupsku, więc dziękuję mu oraz całej organizacji Czarnych z całego serca. Miałem okazję grać w silniejszych ligach i poznać nowe kultury, co jest jedną z rzeczy, które wraz z rodziną cenimy najbardziej. Celem zawsze była próba sił na rynku azjatyckim. Wierzę, że mój wcześniejszy czas w Polsce pomógł mi się rozwinąć i po latach - dzięki wykonaniu odpowiednich kroków - dał mi tę szansę zaistnienia w mocniejszych ligach.









































