Leemet Bockler: Chciałem zostać w Polsce

- Razem z agentem byliśmy zgodni, że pozostanie w Polsce to najlepszy krok na tym etapie kariery. Kibice w Wałbrzychu mogą spodziewać się zawodnika, który potrafi pomóc drużynie na wiele różnych sposobów - zarówno w ataku, jak i po bronionej stronie parkietu - mówi Leemet Bockler, zawodnik Górnika Zamek Książ Wałbrzych.
Karol Wasiek: Dlaczego wybrałeś ofertę Górnika Zamek Książ Wałbrzych?
Leemet Bockler, zawodnik Górnika Zamek Książ Wałbrzych: Głównym czynnikiem okazała się osoba trenera Andrzeja Adamka, z którym szybko złapałem wspólny język. Miałem też świadomość, że Górnik to niezwykle ceniony klub w Polsce – zarówno jako świetna organizacja, jak i solidny zespół, który walczy o ambitne cele.
Największy wpływ na moją decyzję miała wizja głównego szkoleniowca. Czuję, że Górnik to idealne środowisko do mojego dalszego rozwoju, w którym jednocześnie mogę odnosić z drużyną realne sukcesy.
Czy miałeś na stole inne, konkretne zapytania lub oferty od polskich drużyn albo z innych europejskich lig?
- Mój agent informował mnie o sporym zainteresowaniu na rynku, ale wspólnie uznaliśmy, że pozostanie w Polsce będzie najlepszą opcją. Skoro złożyłem już podpis pod kontraktem, nie widzę najmniejszego sensu, by rozwodzić się teraz nad innymi ofertami.
Dlaczego pozostanie w Polsce było najlepszą opcją?
- Razem z agentem byliśmy zgodni, że pozostanie w PLK to krok, który wzmocni moją karierę. Mogłem rozważać różne scenariusze, ale uważam, że budowanie swojej pozycji krok po kroku jest w tym momencie o wiele ważniejsze. Znam już te rozgrywki i w ten sposób mogę udowodnić, że jako obcokrajowiec w pełni zasługuję na grę w PLK.
Wracając jeszcze na chwilę do twoich występów w Mieście Szkła Krosno - jak oceniasz ten miniony sezon zarówno z perspektywy całego zespołu, jak i swoich indywidualnych osiągnięć?
- Jedynym minusem mojej gry w Krośnie był fakt, że nie zrealizowaliśmy celu, jakim było utrzymanie się w lidze. Sam sezon to był istny rollercoaster, pełen zawirowań, ale wydaje mi się, że ostatecznie wyszliśmy z tego z lepszą twarzą, niż ktokolwiek mógł oczekiwać. Większość spotkań była na styku, brakowało nam po prostu odrobiny szczęścia, żeby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Osobiście czuję, że dałem z siebie absolutnie wszystko, by pomóc klubowi. Tak czy inaczej, jestem wdzięczny za ten czas całej organizacji i moim kolegom z szatni.
W których elementach koszykarskiego rzemiosła zrobiłeś największy postęp podczas gry w Krośnie?
- Czuję, że zrobiłem spory postęp, jeśli chodzi o grę z piłką w rękach. Zazwyczaj byłem wykorzystywany jako skrzydłowy, ale wierzę, że mogę być jeszcze bardziej efektywny grając na obwodzie. Kolejną kwestią była nauka radzenia sobie z presją. Kiedy przez długi czas nie mogliśmy wygrać meczu, nie mogłem pozwolić, by to złamało mój charakter. Musiałem pozostać w pełni skoncentrowany na pomaganiu drużynie i grać na miarę swoich najlepszych możliwości.
Jakiego zawodnika zobaczą na parkiecie kibice w Wałbrzychu? Co będzie twoim największym atutem, którym dołożysz cegiełkę do sukcesów drużyny?
- Kibice w Wałbrzychu mogą spodziewać się zawodnika, który potrafi pomóc drużynie na wiele różnych sposobów – zarówno w ataku, jak i po bronionej stronie parkietu. Wierzę, że jestem w stanie załatać wiele dziur i zrobić na boisku to, co jest w danej chwili niezbędne do odniesienia zwycięstwa. Nie postrzegam siebie jako gracza jednowymiarowego. Wolę dawać z siebie wszystko to, czego akurat potrzebuje zespół.
Górnik Wałbrzych słynie z niezwykle żywiołowych kibiców i wyjątkowej, koszykarskiej kultury. W jakim stopniu ta atmosfera wokół klubu wpłynęła na twój ostateczny wybór?
- Ogromnie cenię kulturę kibicowską. Świadomość, że dopinguje cię z trybun tylu ludzi daje zawodnikom potężnego kopa. Nie jest to może coś, bez czego nie wyobrażam sobie gry, ale dzięki temu poczuciu wspólnoty jesteśmy w stanie osiągać naprawdę wielkie rzeczy. Fani z pewnością dodają mnóstwo pewności siebie na parkiecie.

































