Rivaldo Soares: Piękna historia

- Co prawda nie zdobywałem po 20 punktów, ale byłem aktywny w innych elementach: zbiórka i obrona. Zawsze aktywny i gotowy do poświęceń. Taki już mam styl, tak gram przez całą karierę - mówi Rivaldo Soares, zawodnik Dzików Warszawa.
Karol Wasiek: Jakie emocje towarzyszyły ci po zdobyciu brązowego medalu?
Rivaldo Soares: Zacznę od tego, że kibice od samego początku dawali nam znać, jak bardzo im zależy na tym. Oczywiście trenerzy też nam to powtarzali. Nasi liderzy, Polacy: “Groszek” i “Panda” kładli wielki nacisk na to, żeby wygrać ten mecz i zostawić serce na parkiecie dla Dzików.
Po zakończeniu spotkania wszyscy kibice weszli na parkiet, okazali nam mnóstwo szacunku i miłości. To ludzie, którzy byli z nami przez cały sezon. Wygrywanie jest dla nich kluczowe. Dla małego klubu, który wcześniej niewiele wygrał, trzecie miejsce jest piękną historią.
W ostatnim meczu zdobyłeś 22 punkty. W fazie play-off byłeś ważną częścią w układance Dzików. Jak oceniasz swoją grę w najważniejszej fazie sezonu?
- Starałem się robić na boisku wszystko, co w mojej mocy, żeby zespół wygrał. Co prawda nie w każdym meczu zdobywałem po 20 punktów, ale byłem aktywny w innych elementach: zbiórka i obrona. Zawsze aktywny i gotowy do poświęceń. Taki już mam styl, tak gram przez całą karierę.
Transfer do Dzików chyba był strzałem w dziesiątkę?
- Tak, dokładnie po to tutaj przyjechałem. Chciałem zrobić kolejny krok w mojej karierze i czuję, że mi się to udało.
Jak oceniasz poziom ORLEN Basket Ligi?
- Mogę mówić o tej lidze w samych superlatywach. Jest bardzo wyrównana. Każdy może wygrać z każdym. Uważam, że OBL powinna cieszyć się większym szacunkiem w Europie. Gra tu mnóstwo mądrych zawodników - szczególnie polscy koszykarze mają wysokie IQ. Do tego gra jest bardzo fizyczna. Mocna i twarda rywalizacja w każdym meczu.
Jaki jeden obrazek z tego sezonu zapamiętasz najbardziej?
- Dam ci dwa takie obrazki.
Proszę bardzo.
- Pierwszy - wygranie ENBL i cała nasza drużyna na podium. To było niesamowite uczucie, nigdy wcześniej czegoś takiego nie przeżyłem.
Drugi - to te wszystkie momenty, kiedy graliśmy na styku, mecze były wyrównane, ktoś trafiał kluczowy rzut, a cała hala wstawała z miejsc. Kibice dawali nam energię i moc. Nieśli nas swoim dopingiem. To jest coś, co zapamiętam do końca mojej kariery.
Jaka jest twoja przyszłość?
- Zobaczymy, co przyniesie los. Trudno powiedzieć. Nieco za wcześnie na konkrety.
Czy chciałbyś ponownie sprawdzić się w mocniejszych rozgrywkach?
- Oczywiście. Chcę stale podnosić poprzeczkę, grać na coraz wyższym poziomie i piąć się w hierarchii. Teraz mam czas, żeby usiąść i zastanowić się nad tym.

































