13. kolejka: Rosa ogrywa Anwil, Miasto Szkła pokonuje MKS!

|

13. kolejka: Rosa ogrywa Anwil, Miasto Szkła pokonuje MKS!
fot. fiolek.art.pl/Rosa

Dużo emocji w niedzielnych meczach! Rosa Radom pokonała Anwil Włocławek 74:61, a Miasto Szkła sprawiło sporą niespodziankę wygrywając w Dąbrowie Górniczej z MKS 81:75. Rewelacyjne spotkanie zielonogórzan! W meczu na szczycie Polskiej Ligi Koszykówki mistrzowie pokonali liderów z Torunia 83:67. Sopocianie pokonali w derbowym spotkaniu Asseco Gdynia 96:66, a aż 31 punktów rzucił Anthony Ireland. 

MKS Dąbrowa Górnicza - Miasto Szkła Krosno 75:81

Trochę lepiej to spotkanie rozpoczęli goście, którzy po rzutach Chrisa Czerapowicza i Royce’a Woolridge’a prowadzili 10:4. Świetnie w MKS prezentował się Jakub Parzeński - to głównie dzięki niemu jego drużyna doprowadziła do remisu - przy wyniku 16:16 miał już 10 punktów na swoim koncie. Późniejsza trójka Piotra Pamuły dała gospodarzom niską przewagę. Ciągle jednak pierwsze skrzypce w ekipie Miasta Szkła grał Woolridge, a po trafieniu Jakuba Dłuskiego to właśnie ta ekipa wygrywała po 10 minutach 24:22. Drugą kwartę zespół trenera Drażena Anzulovicia rozpoczął od serii 7:0 i po trójce Byrone’a Wesleya miał już pięć punktów przewagi. MKS kontrolował sytuację na parkiecie, mimo że wynik starał się poprawiać przede wszystkim Czerapowicz. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 38:33.

Na początku trzeciej kwarty zespół trenera Michała Barana zbliżył się najpierw na jeden punkt po rzucie Royce’a Woolridge, a kolejna akcja Kareema Maddoxa dawała już minimalną przewagę. Po tym drużyna będąca na prowadzeniu zmieniała się co chwilę. Częściej lepszy dla siebie wynik utrzymywali jednak goście, którzy po trójce Maddoxa wygrywali pięcioma punktami. Na koniec tej części meczu do zaledwie punktu straty zmniejszył jednak Witalij Kowalenko. Na początku ostatniej kwarty znowu skuteczni byli Czerapowicz i Maddox, a to oznaczało już wynik 60:54. Później ta przewaga wzrosła nawet do 12 punktów po kolejnym rzucie Czerapowicza. W MKS straty starali się odrabiać Johnson i Kowalenko, ale to ciągle było za mało na zaskakująco dobrych krośnian. Ostatecznie Miasto Szkła zwyciężyło 81:75.

Rewelacyjny mecz rozegrał Chris Czerapowicz - zanotował 21 punktów i 13 zbiórek. 19 punktów, pięć zbiórek i cztery asysty dodał Kareem Maddox. W ekipie gospodarzy 18 punktów i trzy asysty zdobył Kerron Johnson.

 

Rosa Radom - Anwil Włocławek 74:61

Anwil zaczął ten mecz od trójek w wykonaniu Kacpra Młynarskiego i Jamesa Washingtona. Rosa dość szybko doprowadziła jednak do remisu, a nieźle prezentowali się Gary Bell i Jordan Callahan. Po późniejszych rzutach wolnych Roberta Witki radomianie zdobyli nawet minimalną przewagę. Atak Anwilu rozruszał Nemanja Jaramaz, dzięki któremu włocławianie prowadzili nawet sześcioma punktami. Trójką w pierwszej kwarcie różnicę zmniejszył jeszcze Damian Jeszke. Seria 8:0 i rzut z dystansu Gary’ego Bella znowu zmieniały sytuację. Aktywny w ataku był jednak Josip Sobin, a to oznaczało wyrównaną rywalizację. Swoją obecność na parkiecie trójkami zaznaczał też Daniel Szymkiewicz, a po akcji 2+1 Darnella Jacksona to zespół trenera Wojciecha Kamińskiego prowadził 38:32. Nawet dobry fragment w wykonaniu Washingtona nie wystarczył, aby Anwil doprowadził do remisu. Rzut Jeszkego ustawił wynik spotkania po pierwszej połowie na 42:37.

Trójki Damiana Jeszkego i Gary’ego Bella na początku trzeciej kwarty dawały nawet dziewięciopunktowe prowadzenie gospodarzom. To nie był koniec ofensywnego zrywu gospodarzy - po kolejnym rzucie z dystansu Jeszkego było 53:39. Sytuację Anwilu starał się poprawiać Paweł Leończyk, ale po rzutach wolnych Bella przewaga radomian wynosiła już 17 punktów. Ostatecznie po 30 minutach rywalizacji zespół trenera Wojciecha Kamińskiego wygrywał 62:48. Dwie trójki Tylera Hawsa na początku czwartej kwarty dawały gościom nadzieję na lepszy wynik. Rosa nie grała już tak ofensywnie, ale potrafiła utrzymywać swoją przewagę - po rzucie Bella prowadziła jedenastoma punktami. Co prawda włocławianie potrafili jeszcze zbliżyć się do stanu 68:61 dzięki trafieniu Sobina, ale mieli za mało czasu na coś więcej. W końcówce na linii rzutów wolnych skuteczni byli faulowani Jordan Callahan i Michał Sokołowski, a Rosa zwyciężyła 74:61.

Gary Bell był najlepszym strzelcem gospodarzy - rzucił 20 punktów. Damian Jeszke dołożył do tego 13 punktów. W ekipie gości wyróżniał się Josip Sobin z 14 punktami, dziewięcioma zbiórkami i trzema asystami.

 

King Szczecin - Energa Czarni Słupsk 74:80

Mimo że goście przystąpili do tego spotkania bez Jerela Blassingame’a, Justina Jacksona i Jarosława Mokrosa, to początek był wyrównany, a po trafieniach Davida Kravisha potrafili prowadzić 9:5. Późniejsze akcje Marcusa Ginyarda i Chavaughna Lewisa dawały słupszczanom siedmiopunktową przewage. Starali się na to odpowiadać Michał Nowakowski i Taylor Brown, ale to Energa Czarni ciągle była stroną przeważającą. Ostatecznie po pierwszej kwarcie wygrywała 30:23. Szybkie dwie akcje na początku drugiej kwarty zbliżyły Kinga na dwa punkty. Trzeba przyznać, że zespół trenera Robertsa Stelmahersa radził sobie świetnie i po serii 9:0 oraz trafieniu Ginyarda nadal kontrolował sytuację. Po jednej z późniejszych akcji Grzegorza Surmacza było już nawet 47:34 dla słupszczan. Dopiero pod koniec pierwszej połowy szczecinianie zdecydowali się na zryw 10:0 - rzuty Taylora Browna oraz Craiga Sworda zbliżyły tę ekipę na trzy punkty.

Na początku trzeciej kwarty Energa Czarni znowu odskakiwała po trafieniach Marcusa Ginyarda i Davida Kravisha, ale kolejne rzuty Pawła Kikowskiego i Zacha Robbinsa zbliżały zespół trenera Marka Łukomskiego na dwa punkty. Słupszczanie jednak ponownie zdobywali wyższą przewagę - dzięki akcjom Chavaughna Lewisa było 60:51. Po 30 minutach prowadzili nadal siedmioma punktami. Kolejna kwarta to następne próby Kinga zbliżenia się do rywali. Nawet gdy po trafieniu Russella Robinsona zbliżył się na dwa punkty, to goście szybko trafiali trójkę i znowu byli w lepszej sytuacji. Na dwie minuty przed końcem po rzucie Lewisa Energa Czarni wygrywała 74:68. Gospodarze potrafili ponownie zmniejszyć straty do dwóch punktów, ale nie doprowadzili już do chociażby remisu. Ostatecznie dzięki rzutom wolnym Łukasza Seweryna ekipa ze Słupska wygrała 80:74.

Najlepszym zawodnikiem gości był Chavaughn Lewis, który zanotował a 20 punktów, osiem zbiórek i 10 asyst. 20 punktów i pięć zbiórek dodał do tego David Kravish. W ekipie gospodarzy na wyróżnienie zasłużył Taylor Brown z 17 punktami i 11 zbiórkami.


Stelmet BC Zielona Góra - Polski Cukier Toruń 83:67

Liderzy Polskiej Ligi Koszykówki lepiej weszli w to spotkanie - po trafieniach Kyle’a Weavera i Krzysztofa Sulimy prowadzili 5:0. Gospodarze dość szybko doprowadzili jednak do remisu - dzięki akcjom Vladimira Dragicevicia i Armaniego Moore’a. Późniejsze rzuty wolne tego ostatniego dały Stelmetowi nawet minimalną przewagę. Trzeba odnotować także świetną postawę Karola Gruszeckiego - po jego efektownych akcjach było już 16:10 dla zielonogórzan. Polski Cukier szybko się otrząsnął - po serii 8:0 i trafieniach Jure Skificia znowu lepsi byli torunianie. Ostatecznie po 10 minutach ekipa trenera Jacka Winnickiego wygrywała 24:20. Goście mieli ogromne problemy z ofensywą w drugiej kwarcie - nie potrafili zdobyć punktów przez osiem minut, a Stelmet w tym czasie zanotował serię 14:0 i przejął kontrolę nad meczem. Skuteczni byli przede wszystkim Vladimir Dragicević i Przemysław Zamojski, dzięki którym przewaga mistrzów błyskawicznie rosła. Tę serię przerwał dopiero Aleksander Perka - jak się okazało: to były jedyne punkty torunian w tej kwarcie! Ekipa trenera Artura Gronka wygrała tę część meczu aż 19:2 i po trójce Thomasa Kelatiego było już 39:26.

Mimo słabszej postawy w drugiej kwarcie, w kolejnej części meczu Polski Cukier nie zamierzał się poddawać. Sporo na siebie brał Obie Trotter, a po trójce Łukasza Wiśniewskiego goście zbliżyli się na sześć punktów. Stelmet również ma specjalistów w rzutach z dystansu - po akcjach Łukasza Koszarka i Przemysława Zamojskiego znowu kontrolował sytuację. Po kolejnym rzucie Karola Gruszeckiego było już 52:37. Sytuację starał się jeszcze zmieniać Kyle Weaver - to głównie dzięki niemu zespół trenera Jacka Winnickiego przegrywał tylko dziesięcioma punktami po 30 minutach gry. Ostatnia kwarta rozpoczęła się jednak od kolejnej serii Stelmetu - tym razem 11:0. Trójki Armaniego Moore’a i Zamojskiego dawały już prowadzenie 70:49. To był kluczowy moment dla całego spotkania, ponieważ torunianie nie byli już w stanie odrobić takich strat. Ostatecznie zielonogórzanie zwyciężyli aż 83:67.

Najlepszym zawodnikiem mistrzów Polski był Łukasz Koszarek, który zanotował 17 punktów, pięć zbiórek i osiem asyst. 15 punktów i siedem zbiórek dołożył Armani Moore. Po 15 punktów dla gości zdobyli Łukasz Wiśniewski i Kyle Weaver.

 

 

BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski - PGE Turów Zgorzelec 82:71

Gospodarze świetnie weszli w to spotkanie i po trafieniach Shawna Kinga oraz Łukasza Majewskiego prowadzili już 11:2. Taki stan szybko obudził zgorzelczan, którzy m.in. dzięki rzutom wolnym Michała Michalaka potrafili zbliżyć się na trzy punkty. Ekipa trenera Emila Rajkovicia mogła jednak liczyć na Szymona Szewczyka oraz Marca Cartera - to głównie dzięki tym zawodnikom po 10 minutach gry było 26:16. Niezwykle ważna dla przebiegu całego meczu była druga kwarta. W niej BM Slam Stal pozwoliła rywalom na zdobycie zaledwie 11 punktów. Trójki za to trafiali Szewczyk i Carter, a po akcji Kamila Chanasa przewaga ostrowian na koniec pierwszej połowy wzrosła do stanu aż 47:27.

W trzeciej kwarcie te straty starali się zmniejszać Michał Michalak oraz Bartosz Bochno. Na te próby odpowiadał przede wszystkim Christo Nikołow, a to oznaczało, że wysoka przewaga gospodarzy bardzo długo utrzymywała się. Dopiero rzuty wolne Davida Jacksona i trafienie Mateusza Kostrzewskiego pod koniec tej części gry zbliżyły zgorzelczan na 13 punktów. PGE Turów szedł za ciosem także w ostatniej kwarcie. Kolejne ważne rzuty wykonywał Kostrzewski, a po akcjach Denisa Ikovleva PGE Turów przegrywał już tylko czterema punktami! W kluczowych momentach najważniejszym zawodnikiem był jednak Łukasz Majewski. To dzięki niemu goście nie mogli doprowadzić do chociażby remisu. Rzuty wolne Aarona Johnsona ustawiły wynik spotkania na 82:71.

Łukasz Majewski zanotował w tym spotkaniu aż 17 punktów i 10 zbiórek. Po 14 punktów dołożyli Szymon Szewczyk, Christo Nikołow i Marc Carter. 21 punktów dla gości rzucił Michał Michalak.

 

Polpharma Starogard Gdański - Polfarmex Kutno 71:62

Początek spotkania był bardzo wyrównany i toczył się w rytmie “kosz za kosz”, ale później serią 7:0 popisała się Polpharma - po trafieniach Michaela Hicksa i Thomasa Davisa prowadziła już 18:9. M.in. dzięki trójce Jakuba Schenka gospodarze zakończyli pierwszą kwartę taką samą, dziewięciopunktową różnicą. W drugiej części meczu kolejne akcje Maksyma Sałasza, Michała Gabińskiego oraz Devante Wallace’a zmniejszały straty kutnian do zaledwie dwóch punktów. Mecz zdecydowanie się wyrównał, ale starogardzianie bardzo długo potrafili utrzymywać niską przewagę. Dopiero rzuty DJ Thompsona oraz Sałasza w końcówce pierwszej połowy pozwoliły na remis po 32.

Zaraz na początku trzeciej kwarty po rzucie Dardana Berishy Polfarmex wyszedł na prowadzenie. Spotkanie było jednak ciągle bardzo wyrównane i żadna z ekip nie potrafiła zbudować bezpiecznego prowadzenia. Nawet gdy goście dzięki trafieniu Devante Wallace’a mieli trzy punkty przewagi, to błyskawicznie niwelował to Anthony Miles. Trójka Łukasza Diduszki ustawiła wynik po 30 minutach na 52:49. W ostatniej kwarcie starogardzianie po kolejnych akcjach Milesa i Diduszki prowadzili już dziewięcioma punktami. Kutnianie jednak się nie poddawali i na minutę przed końcem, po rzucie Dardana Berishy, przegrywali tylko 65:61. W końcówce na linii rzutów wolnych nie mylili się jednak faulowani Marcin Flieger i Anthony Miles, a to oznaczało zwycięstwo Polpharmy 71:62.

Najlepszym strzelcem gospodarzy był Anthony Miles z 18 punktami. Marcin Flieger dodał do tego 12 punktów. W ekipie gości wyróżniał się Dardan Berisha z 13 punktami i pięcioma asystami.

 

Siarka Tarnobrzeg - AZS Koszalin 69:90

Koszalinianie od początku meczu chcieli zarysować swoją przewagę - po rzutach wolnych Curtisa Millage’a prowadzili 8:2. Późniejsza trójka tego samego gracza pozwoliła im nawet na osiągnięcie różnicy 11 punktów. Tę sytuację starali się zmieniać przede wszystkim Travis Releford i Brandon Brown, ale ich akcje to za mało na AZS, który po rzutach wolnych Kenny’ego Manigaulta wygrywał 23:14 po 10 minutach gry. W drugiej kwarcie zespół trenera Piotra Ignatowicza bardzo długo utrzymywał swoją przewagę. Siarka jednak nie zamierzała się poddawać. W końcówce tej części meczu po trafieniach Browna i Krzysztofa Jakóbczyka zbliżyła się na zaledwie trzy punkty. Ostatecznie dzięki rzutom wolnym Releforda tarnobrzeżanie przegrywali tylko 34:37 po pierwszej połowie.

Trójka Brandona Browna na początku trzeciej kwarty doprowadziła nawet do remisu. To jednak AZS ciągle dyktował warunki na boisku i szybko zdobył sześciopunktową przewagę po rzucie Daniela Walla. Później wzrosła ona nawet do stanu 60:46 po kolejnej trójce Jakuba Zalewskiego. Siedem kolejnych punktów zespołu trenera Zbigniewa Pyszniaka pozostawiało jednak tej ekipie szansę na lepszy wynik. Tak się jednak nie stało. Koszalinianie rozpoczęli ostatnią kwartę od serii 15:2 i po rzucie świetnie czującego się w Tarnobrzegu Zalewskiego prowadzili już 75:55. Tego Siarka nie była już w stanie odrobić. Sytuację starali się poprawiać jeszcze Releford i Brown, ale to AZS zwyciężył aż 90:69.

To był świetny mecz Jakuba Zalewskiego, który rzucił aż 24 punkty. 16 punktów, siedem zbiórek i trzy asysty dołożył Piotr Stelmach. W ekipie gospodarzy wyróżniał się Brandon Brown z 23 punktami i siedmioma asystami.

 

Trefl Sopot - Asseco Gdynia 96:66

Sopocianie trochę lepiej rozpoczęli ten mecz - po trafieniu Anthony’ego Irelanda prowadzili 4:0. Asseco nie tylko szybko odrobiło te straty, ale po rzutach wolnych Filipa Matczaka zdobyło minimalną przewagę. Później goście byli nawet o cztery punkty lepsi dzięki akcjom Filipa Puta i Marcela Ponitki, ale w końcówce pierwszej kwarty Ireland zmniejszył straty do stanu 21:19. Rozgrywający miał już na swoim koncie 12 punktów. Drugą kwartę sopocianie rozpoczęli od serii 6:0 i po trafieniu Jakuba Karolaka przejęli inicjatywę. Ciągle nie do zatrzymania był przede wszystkim Ireland, który powiększał przewagę gospodarzy nawet do sześciu punktów. Później ważne trójki trafiali Nikola Marković i Piotr Śmigielski, a zespół trenera Zorana Marticia wygrywał po pierwszej połowie 43:34.

W trzeciej kwarcie przewagę Trefla utrzymywali Jakub Karolak i Anthony Ireland. Po kolejnej trójce tego pierwszego było już 56:43. Straty zmniejszał Filip Matczak, jednakże nie wystarczało to na zagrożenie sopocianom. W końcówce tej części meczu ponownie wielką klasę pokazał Krzysztof Szubarga - to jego dwa rzuty z dystansu zbliżyły gdynian na dwa punkty. Seria 10:0 na początku czwartej kwarty i akcja Artura Mielczarka oznaczały, że gospodarze wygrywali już 72:60. Asseco pierwsze punkty w tej części meczu zanotowało dopiero po pięciu minutach - na kontratak było już jednak za późno. Kolejny rzut Markovicia powiększył przewagę Trefla do 17 punktów. Tego ekipa trenera Przemysława Frasunkiewicza już nie odrobiła. Sopocianie dzięki świetnej formie w ofensywie zwyciężyli ostatecznie aż 96:66.

Najlepszym zawodnikiem gospodarzy był Anthony Ireland z 31 punktami, czterema zbiórkami i sześcioma asystami. 18 punktów dołożył do tego Jakub Karolak. W ekipie gości po 19 punktów rzucili Krzysztof Szubarga i Filip Matczak.
 

 

----------