
Milija Bogicević: Darowanemu koniowi...
Wygrana z PGE Turowem Zgorzelec to najważniejszy sukces w mojej karierze pierwszego trenera - powiedział Milija Bogicević, szkoleniowiec Polpharmy Starogard Gdański po sobotnim zwycięstwie 81:75.
Wojciech Kłos: Jak ważne było dla Pana spotkanie z PGE Turowem Zgorzelec?
Milija Bogicević: Nie będę ukrywać, że jest to dla mnie najważniejsze zwycięstwo w karierze pierwszego trenera. To zwycięstwo daje nam naprawdę wiele, ale zdaję sobie sprawę, że aby utrzymać się w czwórce najlepszych zespołów, trzeba będzie wygrać jeszcze kilka spotkań.
Czy Polphamie pomogły dzisiaj przewinienia techniczne zawodników ze Zgorzelca?
- Myślę, że to nie było decydujące w tym spotkaniu. Mieliśmy przecież nawet 15 punktów przewagi na trzy minuty do końca meczu. Gdyby te faule zdarzały się w najważniejszych, stykowych momentach spotkania, to pewnie miałyby one ogromne znaczenie.
Czy nie warto było spróbować wygrać tego spotkania więcej niż 12 punktami? Wtedy Pana drużyna odrobiłaby straty ze Zgorzelca…
- Nakazałem swoim zawodnikom grać pod kosz, licząc, że będą faulowani i będziemy zdobywać łatwe punkty. Tak się jednak nie działo. Przełomowy był nietrafiony rzut z dystansu Okafora. Gdyby trafił, prawdopodobnie wygralibyśmy jeszcze większą różnicą punktów. Żal z pewnością pozostaje, ale w Polsce jest takie przysłowie: „darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby”. [śmiech]
Dwa tygodnie przerwy nie dały świeżości Tony’emu Weedenowi. Co się stało z jego formą?
- Tony za bardzo chce. I to jest jego najważniejszy problem. Trenuje naprawdę ciężko i spodziewam się, że wróci do formy w ciągu kilku najbliższych spotkań. Wszyscy na to czekamy.
Brody Angley zwykle nie rzuca tylu punktów co dzisiaj. To był element taktyki, takie zaskoczenie rywala?
- Brody to bardzo młody chłopak. Miał bardzo dobre szkolenie w Stanach, a my ciągle z nim pracujemy. Angley cały czas przestawia się na europejski sposób grania w koszykówkę. On, tak jak i reszta zawodników, ma ogromny potencjał. To jeszcze nie szczyt jego możliwości.
Na kogo chciałby Pan trafić w pierwszej rundzie play-off?
- To pytanie zawsze wraca jak bumerang. Jest wiele równych zespołów i naprawdę ciężko coś prorokować. Mówi się, że AZS Koszalin jest teraz bardzo mocny i w dobrej formie. W play-off gra się jednak zupełnie inaczej. Nie boję się grania z żadnym zespołem. Najważniejsze dla nas jest teraz utrzymać naszą wysoką pozycję w tabeli, w czym bardzo pomagają nam kibice.
W przyszłym tygodniu Pana drużyna jedzie do Gdyni na mecz z Asseco Prokomem. Liczy Pan na dobry rezultat?
- Zawsze podkreślam, że mam młody zespół i staram się wpajać zawodnikom, że nie można się poddawać przed meczem i trzeba walczyć o każde zwycięstwo. W każdym meczu musimy udowadniać swoją wartość - to moja filozofia gry w koszykówkę.
Rozmawiał Wojciech Kłos
[ powrót ]