
Przed Turów - Asco Śląsk: Mówi Dean Oliver
- To, co było wcześniej nie ma znaczenia - mówi rozgrywający Asco Śląska, Dean Oliver przed sobotnim spotkaniem w Zgorzelcu. Turów wygrywa 3:1 i jeżeli wrocławianie chcą dalej walczyć w play-off muszą zwyciężyć.
Michał Hernes: Jakie jest Pańskie samopoczucie przed sobotnim meczem?
Dean Oliver: Trudno czuć się dobrze i wspaniale, kiedy przegrało się dwa tak ważne spotkania. I to jeszcze przed własną publicznością. Podejrzewam, że w podobnej sytuacji każdy byłby zdegustowany i że nie jestem w tym osamotniony. Teraz pozostaje nam tylko wierzyć w siebie i w nasze możliwości. W tej chwili czuję się odpowiedzialny za wynik kolejnego pojedynku z Turowem. Doskonale wiem, że musimy go wygrać i obiecuję, że za wszelką cenę będziemy do tego dążyć. Nadszedł czas, by pokazać nasze lepsze oblicze. Wiemy, co mamy zrobić i pozostaje nam tylko wcielić to w życie. Choć przy tej klasy przeciwniku nie będzie to łatwe.
A jak wygląda sprawa Pańskiego zdrowia i powrotu do pełnej sprawności?
Mam wrażenie, że coraz lepiej. Na pewno zagram w sobotę, jeśli o to ci chodzi.
Jakie błędy popełniliście w meczach we Wrocławiu?
Moim zdaniem te mecze wyglądały tak samo, jak dwa pierwsze rozgrywane w Zgorzelcu. Wydaje mi się, że po prostu w decydujących momentach koszykarze Turowa mądrzej rozgrywali atak. Trzeba przyznać, że znakomicie wykorzystywali nasze potknięcia w ataku, raz za razem wyprowadzając kontrataki. To było niesamowite. Nie potrafiliśmy i dalej nie potrafimy sobie z tym poradzić. Dodatkowo nie wychodziły nam penetracje pod kosz. No i przede wszystkim spudłowaliśmy wiele naprawdę ważnych rzutów.
Co Pan sądzi na temat klubu, z którym przyszło wam grać?
Widać, że trener Filipovski i jego podopieczni bardzo dobrze odrobili lekcje. Trzeba przyznać, że świetnie przygotowali się do gry przeciwko naszemu zespołowi. Udało im się nas rozpracować. Doskonale wiedzą, jakie są nasze mocne i słabsze strony. Jak z nami grać i na co zwracać uwagę. Oczywiście my postępowaliśmy podobnie. Uważnie analizowaliśmy wszystkie wady i zalety drużyny ze Zgorzelca. Problem polega na tym, że nasi rywale są skuteczniejsi. Jakoś nie możemy znaleźć na to żadnej recepty.
Jest Pan w stanie znowu być liderem Asco Śląska i zdobywać punkty w samych końcówkach?
Tak, zdecydowanie. To, o czym wspominasz wielokrotnie robiłem w czasie sezonu zasadniczego i najwyższy czas, żebym znów włączył się w zdobywanie punktów. Z drugiej strony ta moja znakomita gra sprawiła, że Turów mocno naciska na mnie w obronie. W czasie kolejnych meczów odczuwam, że ani przez chwile nie mam swobody. Jak wspominałem widać, że są do tego przygotowani. Szczególnie w ostatnich minutach kolejnych spotkań, gdy wszystko zależy od zawodników takich jak ja. Ostatnio nam nie siedziało i wrocławskim kibicom pozostaje mieć nadzieje, że w sobotę wreszcie zacznie.
Pańskiego wsparcia potrzebuje Brandun Hughes...
To prawda. Wreszcie złapał właściwy rytm i odnalazł się na parkiecie. Oczywiście z pożytkiem dla drużyny. Wierzę, że w końcu ustabilizował swoją formę i będzie równie skuteczny w kolejnych spotkaniach. Nie ukrywam, że potrzebujemy takich strzelców. Ciężko pracowaliśmy na to, by znaleźć się w półfinałach i szkoda byłoby to zmarnować.
Na każdym kroku powtarzam, że w tej rywalizacji mecze wygrywa ta drużyna, która trafia więcej trójek. Co Pan na ten temat myśli?
Bez wątpienia to jeden z ważnych czynników. Myślę, że nie tylko trójki, ale ogólnie rzuty. Z każdej pozycji, nawet spod kosza. I skuteczność. Zwłaszcza pod sam koniec, kiedy zostaje coraz mniej czasu. Wtedy potrzebne są najbardziej. W ostatnich meczach zgorzelecki zespół lepiej je egzekwował. Stąd ich zwycięstwa, a nasze porażki. Zwróć uwagę na to, ilu mają strzelców. I to na dystansie. W pewnym sensie nas zaskoczyli. Nie spodziewaliśmy się, że aż tylu zgorzeleckich koszykarzy grozi rzutem. Nagle przebudzili się ci, którzy wcześniej byli ogromnie nieskuteczni.
Wiele osób mówi, że to pojedynek trenerów. Jak się Pan do tego ustosunkuje?
Spotkali się dwaj wielcy i wybitni szkoleniowcy. Osobiście cieszę się, że pracuję wspólnie z trenerem Urlepem. Naprawdę sporo się od niego nauczyłem i otworzył mi oczy na wiele spraw. Za co oczywiście jestem mu dozgonnie wdzięczny.
Kto według Pana powinien zagrać w finałach- Turów, czy Śląsk?
Gdybyśmy spojrzeli na wyniki obu zespołów w sezonie zasadniczym, to wyraźnie widać, że koszykarze Turowa są lepsi o jedno zwycięstwo. Więc naprawdę minimalnie. Mimo wszystko w pewnym sensie zasługują na to, by tam być. Przez cały sezon grali w miarę równo, zdołali nawet wygrać z Prokomem. My z kolei musimy udowodnić, że to, co było wcześniej nie ma żadnego znaczenia.
Jak to?
W play-off wszystko zaczyna się od początku. Niby prezentowali się lepiej, ale przecież wysoko pokonaliśmy ich u siebie. To daje nam nadzieje. Obiecuję, że nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa.
Rozmawiał Michał Hernes
« powrót